Makabra na arcydziełach

Obraz hiszpańskiego malarza Enrique Simoneta „Ścięcie Świętego Pawła”.
Paweł z Tarsu, znany wcześniej jako Szaweł, był zaciekłym prześladowcą chrześcijan. W drodze do Damaszku, spotkał się z dezaprobatą Jezusa w stosunku do swoich poczynań i od tamtego czasu stał się gorliwym chrześcijaninem. Zupełnie jak nasi doktorzy Piecha i Chazan, którzy najpierw skrobali płody, a potem bronili życia poczętego. Być może gdyby wtedy istniał PiS, to Paweł wstąpiłby do PiS-u. Chociaż nie wiem, czy Macierewicz by się zgodził, bo dwóch świętych w jednej partii to za dużo. Wracając do Pawła, odbył kilka podróży misyjnych, napisał parę listów, a w końcu, dzięki wydaniu go przez żydowskich kapłanów prokuratorowi rzymskiemu, trafił do więzienia. Gdy płynął wraz z innymi więźniami do Rzymu, sztorm rozbił statek i Paweł spędził nieco czasu na Malcie. Potem jeszcze trochę podróżował, więc chyba został uniewinniony. Ale niebawem znowu doszło do prześladowań religijnych. Paweł został w Rzymie schwytany, osądzony i skazany na śmierć przez ścięcie. Taki rodzaj śmierci przysługiwał obywatelom Rzymu.

Simonet_1887_Sciecie_swietego_Pawla
Żródło: Wikimedia Commons

Klasyka gatunku – obraz Caravaggio „Judyta odcinająca głowę Holofernesowi”.
Judyta była Izraelitką, która ucięła głowę asyryjskiemu dowódcy wojsk – Holofernesowi, po czym mieszkańcy Betulii powiesili ją na murach miejskich (głowę, nie Judytę), wywołując popłoch wśród wojsk asyryjskich i ich odwrót. Gdyby Holofernes skonsumował znajomość z Judytą, tak jak planował, zamiast się upić – być może Caravaggio nie miałby czego malować. Po fakcie, służący Holofernesa mogli powiedzieć „Ante coitum animal triste”.
Motyw często wykorzystywany w malarstwie (Goya, Botticelli, Cranach Starszy, Tintoretto, Klimt, Veronese, Jan Tyc zwany Tycjanem i wielu innych). Moim zdaniem, wersja Caravaggio jest najbardziej „soczysta”.

Judith_Beheading_Holofernes_by_Caravaggio
Żródło: Wikimedia Commons

„Papież Formozus i Stefan VI” Jeana Paula Laurensa. Formozus był papieżem w latach 891 – 896. Z kolei Stefan VI, który wspierał inne stronnictwo niż Formozus, bardzo się na niego obraził z tego powodu. Po śmierci Formozusa, gdy został jego następcą, zwołał tzw. „trupi synod”, na którym wyciągnął z grobu swojego poprzednika, osądził, kazał pociąć jego zwłoki i wrzucić do Tybru. Stefan VI marnie skończył – stronnicy Formozusa stącili go z urzędu kilka miesięcy później i podobno zamordowali w więzieniu. Zwłoki Formozusa wyłowiono i ponownie pochowano. Tak to się papieże zabawiali, gdy jeszcze nie było Mistrzostw Świata w piłce nożnej.

Jean_Paul_Laurens_Papiez_Formozus_i_Stefan_VI
Żródło: Wikimedia Commons

Obraz Enrique Simoneta, popełniony w 1890 roku, ma kilka tytułów. „Anatomia serca”, „Ona miała serce!” lub „Autopsja”. Jest to wariacja na temat anatomii człowieka i sekcji zwłok, które były całkiem często tematem obrazów – chociażby słynna „Lekcja anatomii doktora Tulpa”, czy też inne dzieła: „Lucae und die Sektion der schönen Frankfurterin” Hasselhorsta, „The Gross Clinic” Eakinsa czy „Mors in vita” Canto.
Realizm obrazu Simoneta spowodował, że malarz został zauważony w artystycznym świecie.

Enrique_Simonet_-_La_autopsia_-_1890
Źródło: Wikimedia Commons

„Severed heads” czyli „Odcięte głowy” to studium ludzkiej anatomii w wykonaniu francuskiego malarza Theodora Gericaulta (1791 – 1824). Gericault odwiedzał kostnice, gdzie szkicował nie tylko odcięte głowy, ale także amputowane kończyny. Rezultat tych niezwykłych „korepetycji” można podziwiać na jego najbardziej znanym dziele „Tratwa >Meduzy<". Motyw obciętej głowy był wcale popularny. I to od czasów starożytnych - rozmiate wyobrażenia "uroczystości ofiarnych" czy motyw Perseusza i Meduzy. Oprócz przedstawionego poniżej motywu Holofernesa i jeszcze nie omawianego motywu dekapitacji rozmaitych świętych np. Jana Chrzciciela, Świętego Dionizego czy Świętej Barbary, możemy odnaleźć również takie dzieła jak "Meduza" Caravaggio, "Głowa Meduzy" Rubensa, szalony niedokończony tryptyk "Odczucia i wizje odciętej głowy" Antoine Wiertza (Wiertz miał hopla pod tym względem - może jeszcze do niego kiedyś wrócę), "Andromachia" Rochegrosse'a, "Ścięcie Don Alvaro de Luny" Jose Marii Rodrigueza de Losada czy "Dawid obcinający głowę Argusowi" Orazzi Borganiego. Gericoult_Severed_heads
Żródło: http://www.johncoulthart.com/

Jean-Paul Laurens często malował obrazy o tematyce historycznej. Jednym z nich jest „Śmierć Katona Młodszego”. Marek Porcjusz Katon był politykiem i filozofem rzymskim. Podczas konfliktu o władzę pomiędzy Juliuszem Cezarem a Gnejuszem Pompejuszem stanął po stronie Pompejusza. Konfikt przerodził się w wojnę domową, która trwała w latach 49-45 p.n.e. i zakończyła się klęską wojsk Pompejusza. Porcjusz Katon przebywał w Afryce, gdzie dowodził wojskami republiki, broniącymi miasta Utica (obecnie na terenie Tunezji). Gdy stało się jasne, że Juliusz Cezar zwycięży, Katon Młodszy popełnił samobójstwo, bo nie chciał widzieć upadku republiki. Zdobycie Utici było wykorzystywane w późniejszych latach jako ogólny symbol upadku idei republikańskich i wolnościowych. Dlatego wiele miast, zwłaszcza na półkuli zachodniej, gdy nowe państwa były zakładane przez zwolenników rządów republikańskich, nosi nazwę Utica.

Jean_Paul_Laurens_Śmierc_Katona_Mlodszego
Źródło: Wikimedia Commons

Arcydzieło z łamaniem kołem w tle, czyli „Tryumf śmierci” Petera Bruegel’a (tego nieco starszego) – obraz z 1562 roku. Dzieło przedstawia nieuchronność śmierci, która może spotkać człowieka w każdym miejscu i w każdy sposób. Można powiedzieć, że to popłuczyny po średnowiecznym „memento mori” (wszak średniowiecze skończyło się kilkadziesiąt lat temu). Algoryczna walka z armią szkieletów to ukazanie fermentu we współczesnych malarzowi Niderlandach (początek burzliwego procesu uwalniania się spod panowania Hiszpanii). W tym czasie w Polsce, pod panowaniem Zygmunta II Augusta, Jan Kochanowski marzy o budowie dworu w Czarnolasie . Warto obejrzeć sobie obraz w dużej rozdzielczości – sporo ciekawych detali. A najlepiej u źródła – czyli w Madrycie.

Thetriumphofdeathmin
Źródło: Wikimedia Commons

„Męczeństwo Świętego Hipolita” to dzieło XV-wiecznego niderlandzkiego malarza Dirka Boutsa. Święty Hipolit, postać zasłużona dla Kościoła nie będzie jednak tematem tego miniwykładu. Podobnie malarz Botus, który w swoich licznych dziełach o tematyce religijnej malował postacie zawsze smukłe jak spaghetti i sztywne jak manekiny. O wiele ciekawsza jest sama metoda egzekucji, przedstawiona na tym średniowiecznym malowidle. Rozrywanie końmi było karą śmierci stosowaną od wieków, niemniej jednak uznawana była za okrutną i przeznaczona była na wyjątkowe okoliczności np. dla królobójców lub przywódców rozmaitych zamieszek. Dlatego nie istnieje wiele jej przedstawień w sztuce. Kara ta, mimo iż okrutna i bolesna, dość szybko prowadziła do śmierci podsądnego, na skutek masywnego krwotoku z rozerwanych naczyń (tętnica udowa ma średnicę palca). W ten sposób pozbawiono życia Tupaca Amaru II – przywódcy powstania indian peruwiańskich przeciwko Hiszpanom w XVIII wieku (tak naprawdę konie nie były w stanie go rozerwać, więc poćwiartowano go konwencjonalnie). Podobna przykrość spotkała Roberta-Francois Damiensa – sprawcę nieudanego zamachu na Ludwika XV – po licznych torturach, konie nie potrafiły go rozerwać i kat dokończył sprawę toporem. Sto czterdzieści lat wcześniej z sukcesem wykonano w ten sposób egzekucję na Francois Ravaillacu – zabójcy króla Henryka IV Burbona (tego od „Królowej Margot”). W podobny sposób ukarano szlachcica Michała Piekarskiego za próbę zamachu na króla Zygmunta III Wazę. Rozrywania końmi nie należy jednak mylić z karą „włóczenia końmi”, tak jak spotkało to wizygocką królową Brunhildę, czy z karą „powieszenia i poćwiartowania” jak miało to miejsce w przypadku Williama Wallace’a (tego z „Braveheart”). Na koniec – ciekawostka. Imię Hipolit oznacza po grecku „zniszczony przez konie”, co w przypadku Świętego Hipolita było prorocze.

800px-Dieric_Bouts_013
Źródło: Wikimedia Commons

Historia kołem się toczy, więc i my w podróży przez makabrę na arcydziełach zatoczymy koło. Zaczęliśmy od „Ścięcia Świętego Pawła” Enrique Simoneta. Najwyraźniej męczeństwo świętych było bardzo wdzięcznym źródłem inspiracji i z pewnością będziemy do niego jeszcze wracać. Dzisiaj omówimy obraz „Męczeństwo Świętego Bartłomieja”, autorstwa Francisco Camilo, hiszpańskiego malarza okresu baroku. Natomiast sam Święty Bartłomiej był…apostołem. Chyba mało kto go zna, mimo że był jednym z najlepiej wykształconych uczniów Jezusa. W swoim dziele ewangelizacji dotarł nawet do Indii i podobno nawrócił na chrześcijaństwo króla Armenii Polymiusa (Armenia to najstarszy chrześcijański kraj na świecie). Brat Polymiusa się wkurzył i kazał zgładzić Bartłomieja. Podobno go ścięto, ale bardziej urokliwa jest wersja, że obdarto go żywcem ze skóry, a następnie ukrzyżowano. I dla dobra naszego cyklu tego się trzymajmy. Oczywiście przedstawień kaźni Bartłomieja jest sporo (np. Jusepe de Ribera, Valentin de Boulogne, Giachina Assereto) ale ta autorstwa Camilo jest chyba najbardziej interesująca, dobrze pokazująca proces obdzierania ze skóry (aczkolwiek obrazy Assereto czy de Boulogne też są interesujące pod tym względem). Kara obdzierania ze skóry jest znana przynajmniej od IX w. p.n.e. Skórę oblewano wrzątkiem i elegancko ją zdejmowano. Wiele znanych i mniej znanych osób poddano tej karze. Jedną z nich była Hypatia – jedna z lepiej wykształconych kobiet starożytności, oskarżona o herezję. Inną postacią był Nat Turner – przywódca powstania niewolników w XIX wieku w Wirginii (tak, tak, Amerykanie mieli swojego Spartakusa, tylko jakoś się tym nie chwalą). A znaszego podwórka – Święty Andrzej Bobola. Obdzieranie ze skóry było karą dość uniwersalną – w zależności od rozległości obrażeń można było ofiarę tylko okaleczyć lub zabić. Śmierć ofiary następowała w ciągu kilku godzin do kilku. Przyczyną zgonu najczęściej był szok, utrata płynów, hipotermia, a w najgorszym razie – infekcja. Inną odmianą tej kary było „darcie pasów” czyli wyrywanie pasów skóry – najczęściej z pleców. Zręczny kat potrafił szybkim ruchem zedrzeć pas skóry od szyji aż po pośladki. Ciekawostka – Święty Bartłomiej jest między innymi patronem garbarzy. Sądzę, że zasłużenie, biorąc pod uwage fakt, że na fresku Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej jest przedstawiony, jak trzyma swoją własną skórę w ręku.

San_barto
Źródło: Wikimedia Commons

William Blake nawet jak na dzisiejsze standardy, był nieźle zakręcony. Utalentowany rysownik, rytownik, poeta, malarz, drukarz, projektant nagrobków, a wreszcie mistyk i protagonista romantyzmu, popierający „wolną miłość”. Prawdopodobnie jego psychika pozostawiała wiele do życzenia, ponieważ jego życie obfitowało w rozmaite, religijne wizje, które były jego natchnieniem. Motyw walki dobra ze złem, dwoistość ludzkiej natury, chęć zrozumienia Boga, który stworzył jagnię i jednocześnie przeraźliwego tygrysa (wiersz „Tyger”) towarzyszą twórczości Blake’a przez całe jego życie. Jego dzieła miały spory wpływ na współczesną kulturę – zespół „The Doors”, film „Chariots of Fire” – tytuł pochodzi z jego spopularyzowanego w czasie I Wojny Światowej hymnu „Jerusalem”, obraz będący natchnieniem psychopaty z thrillerów Tomasa Harrisa, wspomniany już wiersz „Tyger” – inspiracja dla zespołu Tangerine Dream. Ale o tym wszystkim można przeczytać w wikipedii. Nas interesuje jednak makabra na jego dziwacznych obrazach. Ale Blake był również bardzo zdolnym rytownikiem i zilustrował kilka książek. Między innymi „The Narrative of a Five Years Expedition against the Revolted Negroes of Surinam” gdzie znajdziemy m.in. rycinę „Murzyn powieszony żywcem za żebra na szubienicy” (A Negro hung alive by the Ribs to a Gallows). Wieszanie za żebro jest karą bardzo rzadko portretowaną w sztuce. Być może ze względu na małą spektakularność lub jej długotrwałość (nabicie na pal też jest długotrwałe, ale za to spektakularne). A być może ze względu na jej nikłe rozpowszechnienie – w końcu egzekucja wymaga odpowiedniego haka, w przeciwieństwie do konwencjonalnego powieszenia, do którego wystarczy kawałek sznura. Skazaniec powieszony za klatkę piersiową („za poślednie ziobro”) mógł konać nawet trzy dni. Przyczyną zgonu było albo wykrwawienie albo ogólny wstrząs spowodowany bólem i niedotlenieniem (w końcu taka procedura ograniczała ruchliwość klatki piersiowej). Między bajki należy włożyć tezę, że śmierć następowała poprzez przebicie serca przez hak. Powieszony za żebra przyjmował pozycję taką jak na rycinie Blake’a. Kara była przeznaczona dla nikczemnych person, takich jak zbuntowani niewolnicy czy zbóje (chociaż nie jest pewne, czy tego prawdziwego Janosika powieszono za żebro). Nieprawdą jest też historia, że w hitlerowskich Niemczech wieszano na haku zdrajców np. Canarisa. Owszem, wieszano, ale konwencjonalnie, na lince (strunie?) przywiązanej do haka, ale nie na haku. Aczkolwiek według niepotwierdzonych danych, Rosjanie na haku powiesili generała Andrieja Własowa – wbito mu hak w podstawę czaszki i powieszono.

negro
Źródło: Wikimedia Commons

Salomonowy wyrok to wyważony i sprawiedliwy osąd. A jednocześnie motyw niezliczonych obrazów, fresków czy rzeźb. Najbardziej z nich znany to jeden z fresków sufitowych Rafaela, znajdujących się w apartamentach papieskich. Freski, w skład których wchodzą dzieła „Moc Sprawcza”, „Apollo i Marsjasz”, „Adam i Ewa” oraz „Sąd Salomona” powstały w latach 1508-1511, czyli ponad 500 lat temu (!).

raphael-solomon
Źródło: Web Gallery of Art

To jeden z moich ulubionych twórców – rosyjski malarz Ilja Jefimowicz Riepin (1844 – 1930), mistrz realizmu i światłocienia. Również i jemu udało się popełnić makabreskę pod długaśnym tytułem „Car Iwan Groźny i jego syn Iwan 16 listopada 1581 roku”. Do popełnienia makabreski zainspirowała go podróż po Europie i wizyty w tamtejszych galeriach i muzeach. Dziwiło go, że eksponowane są takie „krwiste” obrazy, więc i on postanowił spróbować swoich sił. Ciekawostką jest fakt, że do postaci Iwana Groźnego pozował kolega-malarz Riepina, z tej samej grupy artystycznej Pieriedwiżnik. Obraz był przez długi czas zakazany w Rosji, ponieważ pokazywanie cara-mordercy godziło w majestat. Sam obraz nawiązuje do zamordowania przez Iwana Groźnego swojego syna Iwana (zbordnia to niesłychana – Iwan zabija Iwana) poprzez cios okutą pałką w głowę. IWan Groźny miał porywczy charakter i łatwo wpadał w szał. W jednym z takich ataków zabił swojego syna. Iwa Groźny był okrutnikiem, ale jednocześnie był dośc wykształcony jak na tamte realia, często pisał, nie tylko wyroki śmierci, ale nawet pieśni religijne. Jednocześnie nie przeszkadzało mu wydac swoim oprycznikom rozkazu splądrowania Nowogrodu, który po tym wydarzeniu nigdy już nie podniósł się do dawnej świetności. Iwan Groźny zmarł na udar, grając w szachy.

repin_ivan
Źródło: Wikimedia Commons

Jest to obraz „Przeciąganie pod kilem lekarza floty admirała Jana van Nes”, autorstwa holenderskiego malarza marynistycznego Lieve’a Verschuiera (1627 – 1686). Niestety, nie udało mi się ustalić, co przeskrobał lekarz floty, ale musiała być to sprawa poważna, ponieważ taka kara kończyła się zwykle zgonem delikwetna. Przeciągano w poprzek stępki, lub wzdłuż, a jeśli skazany przeżył procedurę to powtarzano ją raz jeszcze, albo z góry skazywano go na kilkukrotne przeciągnięcie. Skazaniec tonął, a dodatkowo jego ciało było szatkowane przez szkarłupnie i inne świństwa, które porastały dno statku. Karę wykonywano w marynarce holenderskiej, brytyjskiej i francuskiej. Pierwsze wzmianki na jej temat pochodzą z VII w p.n.e. jako kara za piractwo.

kil
Źródło: Wikimedia Commons

„Ogród Śmierci” to obraz finińskiego symbolisty Hugo Simberga, który tworzył na przełomie XIX i XX wieku. Jak na symbolistę przystało, jego dzieła są przyjemnie zakręcone, w klimacie katastroficzno-cmentarnym, pozostawiając widzowi ich interpretację. Jedynym z takich dzieł, uznanym za „narodowy obraz Finlandii” w 2006 roku (biedni Finowie) jest „Ranny Anioł”. Ale moim zdaniem ciekawszy jest obraz „Ogród Śmierci”. Na pierwszy rzut oka kolorystyka jest niczym z obrazów Klimta, a całość wygląda jakby była dziełem utalentowanego gimnazjalisty. Śmierć przedstawiona na tym obrazie kojarzyć się może z sympatyczną postacią Śmierci z książek Pratchetta. Zresztą każdy będzie widział to, co zechce. Niemniej – jest to makabra, więc dobrze wpisuje się w tematykę.

Hugo_Simberg_Garden_of_Death
Źródło: Wikimedia Commons

Samobójstwo Judy z Kariotu, znanego bardziej jako Judasz, to motyw w sztuce tak stary jak chrześcijaństwo. Judasz wydał Jezusa, za co otrzymał trzydzieści tetradrachm, czyli równowartość współczesnych 180 gramów srebra. Biorąc pod uwagę fakt, że obecnie uncja trojańska srebra kosztuje 16,14 dolara USA, to Judasz zarobił na tym biznesie niecałe 94 dolary. Być może to był powód targnięcia się na swoje życie. A być może, jak stoi w apokryfach, taki był plan, bez którego nie doszłoby do zbawienia ludzkości. Tak czy inaczej – Judasz zwrócił pieniądze swoim mocodawcom. Kupiono za nie pole garncarza, na którym grzebano cudzioziemców i które istnieje do dzisiaj. Jak twierdził Święty Łukasz, Judasz sam kupił to pole, po czym spadł głową na dół, pękł i wypłynęły z niego wnętrzności. Cokolwiek by to znaczyło – działało na wyobraźnię twórców. Jednym z nich był Giovanni Canavesio, XV-wieczny włoski malarz. Na fresku kościoła Notre-Dame des Fontaines, położonego we francuskich Alpach, zobrazował podłego Judasza, z girlandą podrobów i duszą wywlekaną przez ucieleśnienie diabła.

suicideofjudas1492
Źródło: http://didoisux.wordpress.com/

Antoine Wiertz, o którym już kiedyś wspominałem, to mistrz malarskich makabresek z okresu romantyzmu i z pewnością jeszcze do niego wrócę. Dzisiaj jego obraz „Pogrzebany żywcem”. Przedstawia ofiarę epidemii cholery, przedwcześnie pogrzebaną i budzącą się w trumnie w katakumbach. Wątek pogrzebania żywcem był w XIX wieku bardzo popularny (Alan Edgar Poe) i był to temat budzący zrozumiały lęk. U przyczyny tego zjawiska leżały liczne w XVII i XVIII ekshumacje w celu rozładownia tłoku na przepełnionych europejskich cmentarzach. Podczas przenoszenia szczątków ludzkich często odkrywano uszkodzenia trumien od wewnątrz oraz nienaturalne ułożenia ciał, sugerujące, że lokator obudził się po pogrzebie. Lęk napędzał rozmaitych wynalazców, patentujących urządzenia mające na celu zapobieganie tego typu pomyłkom. Na niektórych cmentarzach w XIX wieku (w tym na ziemiach polskich) istniały specjalne poczekalnie, gdzie na 48 godzin przed pogrzebem zostawiono trumny na wypadek przebudzenia się zmarłego.
Rozwój medycyny oraz zmiana procedur związanych z pochówkiem spowodowały, że lęk ten zszedł na dalszy plan w neurotycznej liście przebojów człowieka współczesnego, aczkolwiek nadal jest obecny w kulturze masowej.

Wiertz_1968dig_small_large@2x
Źródło: Wikimedia Commons

Makabreski malarskie nie były obce również polskim malarzom. Przykładem jest obraz Franciszka Żmurki (1859 – 1910) „Z rozkazu padyszacha”. Obraz jest nawiązaniem do popularnej w XIX wieku tematyki orientalistycznej, a zwłaszcza imaginacjom związanym z instytucją haremu. Europejczycy mogli jedynie snuć domysły co się tam dzieiej, ponieważ żaden Europejczyk nie miał tam wstępu. Tu Żmurko przedstawia, jak według jego imaginacji mogło wyglądać zabójstwo jeden z hurys na rozkaz padyszacha. Zbrodnia zaakcentowana jest bardzo subtelnie i trzeba się dobrze przyjrzeć, żeby zobaczyć jedwabny sznur na szyi zamordowanej czy niewielkie ślady krwi na posłaniu.
Z_rozkazu_padyszacha
Żródło: Wikimedia Commons

Mistrz Matejko popełnił podobną makabreskę, czyli obraz „Utopiona w Bosforze”. Podobno do ofiary pozowała żona mistrza. Ciekawe, czy to jakaś podświadoma projekcja była…
bosfor
Żródło: Wikimedia Commons

A teraz coś z Dalekiego Wschodu, a mianowicie obraz XIX-wiecznego filipińskiego malarza Juana Luny „Spoliarium”. Nie ma dobrej reprodukcji w Internecie, więc prezentuję najciekawszy pod względem makabryczności fragment. Spoliarium było pomieszczeniem w Koloseum, gdzie gromadzono ciała zabitych gladiatorów przed ich ostatecznym pozbyciem się. Natomiast śmiertelnie ranny gladiator, albo taki, którego widzowie nie chcieli oszczędzić był dobijany ciosem wielkiego młota w głowę przez pomocnika przebranego za Charona. Ciała martwych były wywlekane ze sceny Bramą Śmierci do spoliarium, czyli po prostu do trupiarni. Wynoszono tam także ciała martwych zwierząt. W spoliarium gladiatorów rozbierano ze zbroi i zabierano im broń (recykling). Ciałami gladiatorów prawdopodobnie karmiono trzymane w Koloseum zwierzęta, ewentualnie grzebano je w zbiorowych mogiłach lub wrzucano do Tybru.

spo
Żródło: Wikimedia Commons

Święty Sebastian, jak powszechnie wiadomo, został naszpikowany strzałami niczym sienkiewiczowski Longinus Podbipięta i tak też jest przedstawiany na dziesiątkach rozmiatych malowideł (El Greco, Rubens, Tycjan, Botticelli, Memling i mnóstwo innych). Ale mało kto wie, że Sebastian przeżył owo naszpikowanie. Święta Irena razem ze swoją służącą usunęły strzały z Sebastiana i go wykurowały. Rozsądny człowiek, po takim doświadczeniu (przeżycie wykonania na sobie kary śmierci) zaszyłby się w najodleglejszej prowincji Rzymu, ale Sebastian prawdopodobnie był idiotą, ewentualnie jedna ze strzał uszkodziła mu istotę szarą. Poszedł zatem do cesarza Dioklecjana i zaczął mu robić wymówki, że ten źle traktuje chrześcijan, jak również jego – Sebastiana. Cesarz uśmiechął się dziwnie, niczym reżyser Hochwander w „Misiu”, gdy ponownie ujrzał Wesołego Romka, po czym kazał zatłuc Sebastiana pałkami, żeby tym razem nie było wątpliwości, że ów przeżyje, a ciało – do kanalizacji. Najwyraźniej większość malarzy skupiła się na pierwszej egzekucji Świętego Sebastiana – widocznie strzały były bardziej malownicze niż ordynarne obrażenia od pałek. Ale jest chlubny wyjątek – oto obraz włoskiego malarza okresu baroku Lodovico Carracciego pod wymownym tytułem „Święty Sebastian wrzucany do Cloaca Maxima”.

San_seba
Żródło: www.getty.edu

Sandro Botticelii (1445 – 1510), którego najbardziej znanym obrazem jest „Narodziny Wenus”, ma na swoim koncie ciekawą makabreskę – tetraptyk stanowiący ilustrację do jednego z opowiadań zawartych w „Dekameronie”. Chodzi o opowieść nr VIII z dnia 5. czyli „Okrutne łowy”. Bohater opowieści, młody Nostagio, nieszczęśliwie zakochany w nieczułej i okrutnej kobiecie, wyjeżdża z miasta. Po drodze napotyka upiory – jednym z nich jest naga i piękna kobieta, a drugim – rycerz na czarno ubrany, który goni kobietę i szczuje ją psami. Nostagio staje w obronie kobiety, ale rycerz wyjaśnia mu, w czym rzecz. Kiedyś się w niej kochał, lecz ona odrzuciła jego miłość, doprowadzając go do samobójstwa. Wkrótce ona sama umarła, a po śmierci otrzymali taką pokutę – w każdy piątek ona zmartwychwstaje, on ją goni, przeszywa mieczem, rozcina jej bok sztyletem i wyrywa serce, które psom swym rzuca… I będzie się to powtarzać tyle razy, ile miesięcy ona nim gardziła. Co tu dużo opisywać – oto rzeczone arcydzieło, a dokładnie ta najciekawsza, druga część tetraptyku. A jakie były dalsze losy Nostagia i jego nieszczęśliwej miłości – proszę sobie doczytać.

botticelli
Żródło: www.magnoliabox.com

Paul Delaroche to francuski XIX-wieczny malarz, specjalizujący się w obrazach historycznych i portretach. Jednym z najbardziej znanych jego dzieł jest „Egzekucja Lady Jane Grey”. Przedstawia ono rzeczoną Lady Grey na chwilę przed ścięciem. Jane Grey była królową Anglii przez 9 dni w roku 1553. Było to wynikiem dworskiej intrygi. Henryk VIII, ten który kończył małżeństwa przy pomocy kata, swoimi sukcesorkami uczynił córki Marię i Elżbietę. Potem zmienił swoją decyzję i pierwszym sukcesorem uczynił swojego jedynego syna Edwarda. Ponieważ Edward miał 9 lat, gdy umarł Henryk VIII, został królem, ale pod opieką rady regencyjnej, która miała go wspierać w rządach do ukończenia 18 roku życia. Realna włądza była w rękach jego wuja – Edwarda Seymoura, mianowanego Lordem Protektorem. W międzyczasie brat Edwarda Seymoura – Thomas, opiekował się Lady Grey, ale zaczął knuć przeciwko swojemu bratu, więc ten kazał skrócić go o głowę. Nie spodobało się to królowi, bo lubił Thomasa. W międzyczasie Edward Seymour chciał podbić Szkocję. Zajął jej część, ale królowa Szkocji – Maria Stewart zaręczyła się z synem króla Francji. Francja od razu wypowiedziała wojnę Anglii. W Anglii stwierdzili, że to wina Edwarda Seymoura i skrócili go o głowę. Proces Seymourowi wytoczył John Dudley, który z ochotą zajął miejsce regenta. Tymczasem król Edward zapadł na suchoty. John Dudley w te pędy namówił umierającego króla, aby suksesorką korony uczynił Lady Grey, bo chciał ją wydać za mąż za swojego syna. Król nie do końca spełnił życzenie Dudley’a, bo postanowił, że sukcesorami będą synowie Lady Grey, a ona tylko regentką. Ale Dudley był nie w ciemię bity i namówił króla, będącego już na łożu śmierci, aby zmienił testament na korzyść Lady Grey – wtedy już swojej synowej. I tak Lady Grey została królową, ale bez wielkiego poparcia. Na wieść o tym, księżniczka Maria – ta pominięta w testamencie swojego ojca a potem brata, udała się do Norfolk i tam została obwołana królową. Na czele swoich zwolenników ruszyła na Londyn i tak Lady Grey przestała być królową. Dudley’a oczywiście skrócono o głowę. Maria wiedziała, że Lady Grey była tylko ofiarą knowań swojego teścia, ale obawiała się, że znów ktoś spróbuje posadzić ją na tronie, więc kazała skrócić ją o głowę. I tak też uczyniono. W Tower ścięto najpierw jej męża, a potem – kameralnie (przywilej królów) – Lady Grey. Cztery lata po straceniu Lady Grey, na raka umiera królowa Maria. Na tron wstępuje jej siostra – słynna Elżbieta I. Maria liczyła, że Elżbieta będzie kontynuować jej dzieło rekatolizacji Anglii, a tymczasem Elżbieta była w tajemnicy protestantką i de facto stała się matką-założycielką anglikanizmu. Ze względu na zawiłość intrygi, o historii egzekucji przy pomocy topora opowiem następnym razem.

Lady_Jane
Żródło: Wikimedia Commons

„Śmierć Chattertona” to dzieło, dzięki któremu Henry Wallis (1830 – 1916) zdobył swą malarską sławę. Ale moim skromnym zdaniem większe wrażenie robi obraz „Kamieniarz” („The Stonebreaker”). Nie jest to może dosłowna makabra, aczkolwiek ukazuje człowieka, który zmarł z wycieńczenia podczas pracy ponad swoje siły. W roku 1834 w Wielkiej Brytanii weszło w życie prawo Poor Law Amendment Act, które miało teoretycznie zwalczać nędzę i bezrobocie, regulować przepływ bezrobotnej ludności wiejskiej do miast i tam dawać jej zatrudnienie etc. W rzeczywistości zmuszało biedotę do zamieszkania w tzw. workhouse’ach. Były to przybytki znane w Anglii od XIV wieku. Ale o ile w XIV wieku faktycznie dawały biednym szansę na w miarę godne życie, pracę i nawet możliwość edukacji dzieci, o tyle w wieku XIX były w większości przypadków ponurymi przytułkami, skrzyżowaniem noclegowni z więzieniem, gdzie bezrobotna biedota była zobowiązana zamieszkać i uczyła się tam jeszcze większej bezradności i życiowej niezadarności, bez nadziei na lepsze jutro. Jak zwykle idea była słuszna, ale jej realizacja była katastrofą. Osoby, które miały pracę i resztki godności, robiły wszystko, żeby jej nie stracić, bo to by znaczyło ich przesiedlenie do workhouse’u. Dlatego nierzadkie były przypadki śmierci z wycieńczenia.

stone
Żródło: Wikimedia Commons

Kanibalizm połączony z dzieciobójstwem to domena Saturna – rzymskiego boga rolnictwa, wegetacji roślinnej i czasu. Był odpowiednikiem greckiego Kronosa. Kronos pożerał swoje dzieci w obawie przed odebraniem mu przez nie władzy. Pokonany przez Zeusa, niemęsko okaleczony i strącony do Tartaru. Zbrodnia Saturna/Kronosa była odrażająca i zahaczała o tabu, aczkolwiek dzieciobójstwo nie było i nie jest wcale takie rzadkie. Niemniej jest to zbrodnia „wstydliwa” i chyba dlatego jest tak niewiele jej przedstawień, nawet alegorycznych, w sztuce. Zaledwie kilka rzeźb i obrazów. Najbardziej znany z nich to „Saturn pożerający własne dzieci” Francisco Goi (a nie Williama Blake’a, jak mylnie napisałem kiedyśtam). Saturn na jego malowidle to obłąkane monstrum. Natomiast mniej znanym wyobrażeniem jest dzieło Petera Paula Rubensa (1577 – 1640), który jak się okazuje malował nie tylko rubensowskie damy, ale i makabreski. Saturn z jego dzieła „Saturn pożerający swego syna” to raczej lubieżny staruch, który zachłannie wgryza się w pulchne ciało dziecka.

Rubens_saturn
Żródło: Wikimedia Commons

Théodore Chassériau to francuski malarz epoki romantyzmu, lubiący malować alegorie, obrazy historyczne, a także o tematyce orientalnej. Jednym z jego dzieł jest obraz o nieco przydługim tytule „Cavaliers arabes emportant leurs morts, après une défaite contre des Spahis” czyli „Arabscy jeźdźcy zabierający swoich poległych po potyczce ze spahisami”. Scena prezentowana na obrazie jest całkowicie fikcyjna, ale miła oku. Spahisi byli ciężką jazdą Imperium Osmańskiego. Dawniej razem z janczarami byli trzonem armi osmańskiej. Zaczęli tracić na znaczeniu wraz z upowszechnieniem broni palnej. Aczkolwiek po odebraniu Imperium OSmańskiego Libii, Włosi reaktywowali tam tzw. włoskich spahisów, ale była to już jazda lekka. Spahisów portetował też Józef Brandt.

arab
Żródło: http://www.harvardartmuseums.org/

„Śmierć i dziewczyna” to motyw znany od stuleci. Franciszek Szubert skomponował na początku XIX wieku pieśń o tym tytule. Było przedstawienie baletowe, była sztuka teatralna i na niej oparty film w reżyserii Polańskiego. Ale geneza tego tematu pochodzi z późnego średniowiecza, jako wariacja na temat „danse macabre”. Dziewczyna jako uosobienie życia w pełnym rozkwicie i śmierć, która nie zna litości i potrafi zabrać każdego, nawet dziewczynę, której daleko jeszcze do jesieni życia. Jest to również popularny temat w malarstwie. Mamy tutaj typowo renesansowe dosadne przedstawienia strasznej śmierci, niepokojące szkice Edwarda Muncha, poprzez prawie komiksowe dzieło Adolfa Heringa, aż po mocno erotyczny współczesny obraz P. J. Lyncha. Moim faworytem jest dzieło Hansa Baldunga Griena (1484 – 1548), niemieckiego malarza i najzdolniejszego ucznia Albrechta Dürera. Śmierć z jego obrazu jest paskudna i bezwzględna, ale dziewczyna jest takim kaszalotem, że odczuwamy ulgę, iż znalazła się w objęciach śmierci. Cóż, kryteria estetyczne sprzed ponad 500 lat mają prawo nas śmieszyć. Podwójna makabra.

balding-grien

Max Slevogt (1868 – 1932) to niemiecki impresjonista, znany ze swoich pejzaży. Ale również ma na koncie makabreskę – obraz „Tygrys w dżungli”, przedstawiający tygrysa (zapewne w dżungli), niosącego swoją zdobycz – nagą kobietę. W latach kiedy powstał, obraz uważano za mocno erotyczny – podobnie jak „Szał” Podkowińskiego. Mamy więc makabreskę i erotykę za jednym pociągnięciem pędzla.

tiger-in-the-jungle-1917
Żródło: http://www.wikiartorg/

Wprawdzie o obdzieraniu ze skóry już było, ale motyw Marsjasza jest tak nośny, że aż żal go nie wspomnieć. Gwoli przypomnienia – Marsjasz był sylenem, czyli takim ogniwem pośrednim pomiędzy człowiekiem a satyrem, z tym, że satyr od pasa miednicowego w dól był kozłem, a sylen – koniem. Nie mylić sylenów z centaurami, bo to jeszcze inne mutatanty. Co by tam Marsjasz nie miał poniżej – był mistrzem gry na flecie. Appolo też nieźle grał i stanął do zawodów z Marsjaszem. Sędziami byli jacyś brudni pasterze, przekupni niczym sędziowie na mistrzostwach świata w piłce ręcznej w Katarze, więc wynik był przesądzony na niekorzyść Marsjasza. Appolo zatarł ręce, przywiązał przegranego do drzewa i obdarł ze skóry. Według Owidiusza obdzierany Marsjasz wył „Dlaczego wyciągasz mnie ze mnie (Quid me mihi detrahis)?. To filozoficzne i niepozbawione paradoksu pytanie specjalnie nie wzruszyło Appola, w przeciwieństwie do Zbigniewa Herberta, który poświęcił biednemu Marsjaszowi nieco turpistyczny wiersz. Tak czy inaczej, Appolowi zrobiło się głupio, a że nie był w stanie skleić Marsjasza do kupy, ani sensownie odpowiedzieć na pytanie denata, zamienił go w rzekę. Pośród wielu malarzy, którzy poświęcili czas obdzieranemu ze skóry Marsjaszowi m.in. Guercino (Giovanni Francesco Barbieri), Juseppe de Ribera, Jan Reisner (do obejrzenia w Pałacu w Wilanowie), Giulio Benso (dość anatomiczna grafika), Charles-André van Loo, Luca Giordano (okrutnie barokowy), Bernadino Campi, Simone Cantarini, Joseph Sheppard (nieco odjechany), jest również Tycjan czyli Tiziano Vecelli – włoski malarz epoki renesansu (1490 – 1576). Jego „Marsjasz” powstał u schyłku życia artysty i nie przypomina warsztatowo jego wcześniejszych dzieł. Jest bardziej „impresjonistyczny”, a jednocześnie dość brutalny – oskurowywanie Marsjasza wygląda jak sprawianie wieprzka. Dlatego trafił na listę makabresek.

Marsyas
Żródło: Wikimedia Commons

W przypadku bólu brzucha, warto pomodlić się do Świętego Erazma z Formii. Żył na przełomie III i IV w n.e. i był biskupem. W zasadzie to tyle, co o nim wiadomo. Znany jest bardziej z legend, niż ze swojej działalności chrystanizacyjnej. Podobno gdy głosił kazanie, strzelił obok niego piorun, ale on niezrażony kontynuował. Dlatego jest patronem żeglarzy, a wyładowania elektryczne na końcach masztów nazywane są na jego cześć „ogniami Świętego Elma” i uważano je za oznakę opieki świętego nad statkiem. Ale ciekawsze są jego atrybuty z którymi jest przedstawiany – są to wbite gwoździe pod paznokcie i korba, na którą ma nawleczone własne jelita – stąd ta modlitwa w przypadku niestrawności oraz patronowanie tokarzom. Męczeństwo Świętego Erazma uroczo zobrazował Nicolas Poussin – francuski malarz epoki baroku, chociaż mieszkał głównie w Rzymie. Specjalizował się w bibijnych i mitologicznych przedstawieniach, a jego obrazy cechuje spójny i zrozumiały układ. Dlatego był wzorem dla późniejszych francuskich malarzy epoki klasycyzmu.

Poussin
Źródło: Wikimedia Commons

Wśród autorów malarskich makabresek nie mogło zabraknąć Zdzisława Beksińskiego (1929 – 2005). Malarza, grafika, fotografa, wielkiego oryginała, który pozwalał sobie na niezależność w czasach, kiedy trudno było być niezależnym. Jego surrealistyczna twórczość jest mroczna i bez problemu można znaleźć w niej jakąś makabreskę.

TdYCX
Żródło: http://i.imgur.com

William-Adolphe Bouguereau (1828 – 1905) to francuski malarz, znakomity i popularny w swoich czasach akademista. Jego obrazy to arcydzieła realizmu i czystości formy. Jednym z nich jest „Dante i Wergiliusz w piekle”, nawiązujący do „Nieboskiej komedii” Dantego. Przedstawia scenę walki dwóch potępionych dusz w obecności Dantego (ma zasłonięte z przerażenia usta) i jego przewodnika po piekle – Wergiliusza. Dwaj walczący to Capocchio – heretyk i alchemik, spalony na stosie oraz Schicchi (to ten, który przegryza gardło oponentowi) – oszust i uzurpator. Warto spojrzeć na obecnego przy walce diabła – jaki się dobrze bawi.

dante-and-virgil-in-hell-1850
Żródło: https://mydailyartdisplay.wordpress.com

Omawiana poniżej makabra tak nam spowszedniała, że nawet nie zwracamy na nią uwagi, a tymczasem jej przedstawień wszędzie pełno (nie dotyczy Azji). Przedstawień ukrzyżowania tysiące w historii malarstwa, ale bardzo niewiele przedstawia je realistycznie. Istnieje niewiele opracowań naukowych na ten temat, ponieważ nie ma zbyt wiele materiału biologicznego. Ofiary ukrzyżowań bardzo rzadko grzebano. Najcześciej wyrzucano je po prostu na śmietniska, ścierwojadom na żer. Niemniej jednak badania te sugerują, że ofierze przybijano pięty do boków słupa nośnego, natomiast ręce przybijano lub przywiązywano do belki poprzecznej. W przypadku przybijania robiono to przez nadgarstki, a nie przez śródręcze. Jeśli chodzi o przyczyny śmierci to najczęściej był to wstrząs hipowolemiczny, jako rezultat obfitego krwawienia, ponieważ ofiary zazwyczaj chłostano po plecach, pośladkach i udach krótkim batem zwanym „flagrum”. Bat ten miał wplecione między rzemienie ostre przedmioty, mające na celu dotkliwie kaleczyć chłostanego. Inną przyczyną śmierci były zatory tłuszczowe, będące wynikiem łamania kości podudzi, aby zintensyfikować karę (zator tłuszczowy jest groźnym powikłaniem złamania kości długich, zwłaszcza otwartego). Bywało, że skazanych pozostawiano na krzyżu przez kilka dni i z pewnością nie umierali oni z powodu uduszenia, jak się przyjmuje. Potwierdziły to badania na ochotnikach, którzy byli podwieszani za ręce na różne sposoby – żaden z nich nie wykazywał objawów niedotlenienia ani ograniczenia ruchów oddechowych. Na przestrzeni dziejów techniki się zmieniały, ale pewności co do tego w jaki sposób został ukrzyżowany Chrystus nie ma. Jako arcydzieło obrazujące w miarę realistyczne ukrzyżowanie – obraz Petera Paula Rubensa (1577 – 1640).

Crucifixion
Źródło: Wikimedia Commons

Święty Wawrzyniec (z angielskiego zwany Saint Lawrence lub Saint Laurent, co nie jest dziwne, jako, że wawrzyn to inaczej laur), miał pecha. Otóż żył w III w. naszej ery, w czasach, gdy cesarz rzymski Walerian I wydał edykt, na mocy którego wszyscy chrześcijańscy biskupi, księża i diakoni mieli być zabici, a ich majątki skonfiskowane. A Wawrzyniec był diakonem, czyli takim pomocnikiem duchownego. Co gorsza – zarządzał majątkiem wspólnoty religijnej, dlatego poproszono go, aby ujawnił, gdzie te dobra się znajdują. Aby rozwiązać mu język, postanowiono upiec go na ruszcie, a raczej kratownicy. I tak Wawrzyniec został świętym, a ruszt jego atrybutem. Gdyby Wawrzyniec urodził się 55 lat później, to doczekałby edyktu mediolańskiego, wydanego w 313 roku przez cesarza Konstantyna I Wielkiego, który ustanowił wolność wyznania wiary. A podły cesarz Walerian I doczekał się hańby, jako jedyny w historii cesarz rzymski, który się dostał do niewoli, a co gorsza – służył perskiemu królowi Szapurowi jako podnóżek przy wsiadaniu na konia. Wracając do świeżo upieczonego (nomen omen) świętego – jego kaźń rozpaliła wyobraźnię wielu malarzy – byli to między innymi Tintoretto, Giovane, Tycjan, Rubens, Rioja, Bronzino czy Breenbergh. Wybrałem wersję Bartholomeusa Breenbergha – – holenderskiego malarza z przełomu wieków XVI i XVII. Jego rumiany Walerian jest urzekający. Nie powinno dziwić, że Święty Wawrzyniec jest patronem kucharzy, piekarzy, a także ma chronić przed poparzeniami. Ciekawostka – na planie kratownicy został zbudowany Eskurial. Ciekawostka nr 2 – żeńska wersja imienia Wawrzyniec to… Laura. Jeśli chodzi o tę metodę egzekucji była raczej mało popularna. Znane są jednak jej warianty, takie jak byk z brązu, w którym na starożytnej Sycylii pieczono skazańców, upieczenie na żelaznym tronie Jerzego Doży – przywódcy powstania chłopskiego w XVI wieku na Węgrzech, smażenie na rożnie chciwych restauratorów podczas głodu w XVII wieku w Persji, pieczenie żywcem jeńców wojennych podczas wojen plemiennych na Fidżi w XIX wieku czy powolne palenie żywcem SS-manów w piecach kremacyjnych przez oswobodzonych więźniów (np. w obozie w Ebensee).

wawrzyn
Źródło: Flickr

Dodaj komentarz