Miasta w serwerach

Zainspirowany artykułem o badaniach Geoffreya Westa nad systemami złożonymi, w tym – miastami, zacząłem się zastanawiać, czy przyszłość gatunku ludzkiego nie skończy się we wnętrzu komputera.
West twierdzi, że potrzeby rozwijających się miast rosną w postępie geometrycznym, a jednocześnie coraz większy procent ludzkości przenosi się do nich, więc albo czeka nas kompletne załamanie systemu surowcowego, albo nadejście osobliwości, swego rodzaju „przejścia fazowego”, które kompletnie zmieni nasz świat. Moim zdaniem ta osobliwość związana będzie z szeroko pojętą informatyką. Może to będą komputery kwantowe, co w połączeniu ze sztuczną inteligencją da nam nowe możliwości. Jedną z nich będzie możliwość życia w postaci cyfrowej, w świecie wirtualnym a la Matrix. Zauważmy, że młode pokolenia i tak coraz więcej czasu spędzają w internecie, więc czy nie prościej będzie wskoczyć na zawsze do smartfona, zamiast się w niego gapić i dziobać palcem? Wiele osób obecnie i tak pracuje z domu, więc co za różnica czy będą wykonywać tę pracę w życiu realnym, wysyłając rezultaty swojej pracy mejlem, czy też będą wykonywać swoją pracę jako świadome byty w świecie wirtualnym? Czyż nie będzie taniej stworzyć wielomilionowe miasto wirtualne, które będzie zajmować objętość małego biurowca? Poza tym świat wirtualny da nieograniczone możliwości. Nie dość, że możemy być w nim nieśmiertelni, wiecznie młodzi, to jeszcze możemy realizować swoje pragnienia i marzenia w sposób nielimitowany. Chcemy latać jak ptaki? Co za problem? Chcemy cały dzień jeździć czołgiem albo uprawiać seks z kozami? Bardzo proszę. Ludzie zaczną żyć do wewnątrz. Po co badać kosmos i szukać obcych, jeśli można ich stworzyć w Matrixie? Być może to jest przyczyna paradoksu Fermiego? Wysoko rozwinięte cywilizacje, które mają możliwość istnienia w postaci cyfrowej, znikają ze świata fizycznego. Dochodzi do ich kolapsu, zapadają się w czarnej dziurze cyfrowej rzeczywistości, gardząc kosmosem i chęcią jego poznawania. Co więcej, w takiej formie nie będziemy ograniczeni czasowo. Cóż z tego, że w świecie fizycznym minie rok, kiedy w świecie cyfrowym może w tym czasie minąć tysiąc lat? Pozostaje tylko kwestia przeniesienia osobowości z mózgu do Matrixu. I to będzie podstawą osobliwości, która zmieni nasz świat na zawsze. Oczywiście, ktoś będzie musiał budować i nadzorować elektrownie zasilające serwery, na których istnieć będą wirtualne miasta, wydobywać uran czy deuter i tryt dla tych elektrowni, chronić Ziemię przed asteroidami. To wszystko będą robić roboty, sterowane przez wirtualnych ludzi z wnętrza Matrixu. Matriksowi naukowcy będą mogli wysyłać zrobotyzowane sondy kosmiczne, które za ich nieśmiertelnego życia bez problemu dotrą do gwiazd oddalonych o tysiące lat świetlnych. W przypadku uszkodzenia lub zniszczenia cyfrowej osobowości, zawsze będzie można wgrać sobie swoją kopię przechowywaną w bankach pamięci, tak na wszelki wypadek. Jak będzie wyglądało takie społeczeństwo, gdzie nie będzie chorób, głodu, biedy, wojen? Każdy może mieć wszystko i być każdym. Chcesz być bezwzględnym dyktatorem? To tworzysz sobie wirtualne państwo z poddanymi-botami i będziesz mógł ich katować lub uszczęśliwiać. A może takie zwyrodniałe osobowości będą unicestwiane? Czy możliwość realizacji wszystkich swoich marzeń nie jest jednoznaczna z nirwaną? Z osiągnięciem stanu, kiedy gasną wszelkie popędy i pragnienia? Czy kresem ludzkości będzie cyfrowa nirwana? Wieczny stupor jako rezultat nieograniczonej wszechmocy i braku potrzeby relacji z innymi cyfrowymi istotami? Rozmycie się w petabajtach danych? A jeśli będziemy w stanie kreować sobie towarzystwo do zabaw i życia, to jak rozpoznamy, kto jest prawdziwy a kto stworzony? Może będzie zakaz tworzenia istot obdarzonych sztuczną intelignecją? A może przeciwnie? Za wszytko trzeba będzie płacić? Za każdy dodatkowy gigabajt swojego świata? Nowego awatara? Nowego członka rodziny, jeśli takowe jeszcze będą istnieć? Może konieczne będzie ciężko pracować jako na przykład sterownik cyfrowej obrabiarki w rzeczywistym świecie? A jak nie masz bitcoinów, to jesteś wymazywany w niebyt? Albo możesz uciec do nielegalnego miasta, stworzonego na nienależącym do Matrixa serwerze? Taka cyfrowa emigracja. A może będą istnieć outsiderzy, którzy nie będą chcieli żyć w świecie cyfrowym? Będą niszczyć serwery z bajecznymi miastami, tak jak ongiś luddyści niszczyli krosna, a policyjne drony, zarządzane z Matriksu, będą ich ścigać? Osobliwość ma nadejść podobno za dwadzieścia-trzydzieści lat…