Na herbatce u Elizy Orzeszkowej

I znowu umarła najstarsza kobieta na świecie. Miała sto szesnaście lat, czyli była równieśnicą Humprey’a Bogarta, Ernesta Hemingway’a i Eugeniusza Bodo, a w roku jej urodzenia na rynku pojawiła się po raz pierwszy Aspiryna. Gdy miała cztery lata, mogła słuchać pierwszych audycji radiowych, a bracia Wright właśnie testowali swój pierwszy silnikowy samolot. Gdy miała lat dwadzieścia jeden – mogła zobaczyć po raz pierwszy zegarek na rękę. Gdy miała lat trzydzieści jeden – urodził się Clint Eastwood, a mając lat czterdzieści – po raz pierwszy mogła posłuchać muzyki z magnetofonu szpulowego. Gdy miała lat pięćdziesiąt, mogła przeczytać o utworzeniu Berlina Zachodniego. W wieku lat sześćdziesięciu dwóch mogła oklaskiwać Gagarina po jego locie kosmicznym, a mając lat siedemdziesiąt – mogła oglądać transmisję z lądowania na Księżycu. Gdy miała lat 83 i jeszcze coś słyszała – mogła zamienić magnetofon szpulowy na odtwarzacz CD. Nie wspominając o fakcie, że jako dziecko mogła siedzieć na kolanach u Królowej Wiktorii, Franciszka Józefa czy nawet Elizy Orzeszkowej. Tak czy inaczej – taka osoba to koszmar dla ZUS-u.