Miesięczne archiwum: Wrzesień 2015

Pociąg, referendum, topielec i beczki

Ostatnio opinia publiczna jest męczona przez media trzema tematami – złotym pociągiem, uchodźcami i referendum. Z tych trzech rzeczy, chyba tylko ta druga jest najistotniejsza. Głupotami związanymi z rzekomo odkrytym w okolicach Wałbrzycha hitlerowskim pociągiem ze złotem oraz poronionym referendum (frekwencja około 8%, koszt – 100 mln złotych czyli prawie 25 mln euro) autorstwa eks-prezydenta Komorowskiego, szkoda się zajmować. Natomiast tzw. uchodźcy są faktycznie problemem, bo pokazują, że Unia Europejska – ten syty i nieruchawy twór, jest zupełnie bezbronna wobec współczesnej wędrówki ludów. Uciekający przed wojną z Bliskiego i Środkowego Wschodu, a także z niektórych krajów Afryki, chcą zakosztować socjalnego raju z kieszeni unijnych podatników. A gdy te bardziej rozsądne i biedniejsze kraje UE protestują przeciwko niekontrolowanemu napływowi tysięcy obcych kulturowo ludzi, to te głupsze i bogatsze się oburzają i wycierają sobie gębę hasłem europejskiej solidarności, aczkolwiek powinny raczej mówić o europejskiej bezradności. Problemem nie jest fala uchodźców jako takich, lecz brak jakiejkolwiek kontroli nad tą masą ludzi. System kompletnie zawiódł i nie ma żadnej selekcji uchodźców – nikt ich nie rejestruje (nawet nie zbiera odcisków palców), nikt nie wie ilu z nich faktycznie ucieka przed wojną, a ilu z nich to cwaniaczki, które chcą się po prostu paść na unijnym socjalu, a ilu z nich to piąta kolumna Państwa Islamskiego. A jak jeszcze media pokazały zdjęcia małego topielca, który zamiast do Europy trafił do islamskiego raju, to nieomal pękło lewackie serce Unii Europejskiej i otworzyły się socjalne wrota, na własny pohybel. Żeby było śmieszniej – kraje arabskie, a zwłaszcza te z Zatoki Perskiej, spasione na ropie, wcale się nie kwapią do pomagania swoim braciom w wierze. Bo nie są sygnatariuszami konwencji ONZ o uchodźcach i mają to wszystko w dupie. Na otarcie łez sypną grosiwem i co najwyżej kupią sobie o jednego Bentley’a mniej pod choinkę (czy co tam świętują).

A, no i jeszcze jedno – bomby beczkowe. Stały się modne, bo przed nimi uciekają Syryjczycy. Przypuszczam, że uciekają przed nimi wszyscy, którzy widzieli je w akcji, nie tylko Syryjczycy, ale właśnie oni tak szybko i wytrwale uciekali, że dobiegli aż do Europy. Bomby beczkowe, które można nazwać bieda-bombami, nie są nowym wynalazkiem. Były używane w wielu wcześniejszych wojnach. Ich zalety to cena – można taką zrobić już za 200 dolarów i prostota wykonania – wystarczy beczka po ropie czy nawet domowy bojler (tak je robiono w Chorwacji podczas wojny o niepodległość). Pakuje się do beczki najprymitywniejszy nawet materiał wybuchowy np. saletrę amonową wymieszaną z olejem napędowym, do tego dodaje się tłuczone szkło, nakrętki, pocięte druty czy inny drobny złom, którym można razić siłę żywą. Jak ktoś ma pod ręką napalm – może dodać tam napalm i będzie bomba zapalająca, jak ktoś ma butlę z chlorem czy chociażby bromek ksylitu – też się nada – będzie broń chemiczna. Do tego jeszcze zapalnik – albo prymitywny, albo bardziej wyszukany. Taką bombę można zrzucać nawet z samolotów rolniczych czy śmigłowców. Efekt jest dewastujący, zwłaszcza w mieście. Człowiek pomysłowy jest…