Miesięczne archiwum: Styczeń 2015

Pigułka i spółka

Wielkie poruszenie w „krainie uśmiechu”. Oczywiście chodzi o okolice krocza, bo problemy okolicy głowy nikogo nie martwią – po prostu są zbyt trudne. A o kroczu zawsze można podywagować.
Pierwsza szokująca informacja dotyczy antykoncepcji ratunkowej. Produkt leczniczy zawiera octan uliprystalu – substancję o budowie podobnej do hormonów płciowych. Jest ona selektywnym modulatorem receptora progesteronowego, inaczej mówiąc – spowalnia owulację i dojrzewanie endometrium (błony śluzowej macicy). W listopadzie 2014 roku CHMP – ciało doradcze Europejskiej Agencji Leków, pozytywnie zaopiniowało propozycję, aby produkt ten można było wydawać pacjentowi bez recepty. Na podstawie tej opinii Komisja Europejska wyraziła zgodę. Produkt jest zarejestrowany centralnie w Unii Europejskiej – oznacza to, że wystarczy zarejestrować lek w jednym kraju UE i automatycznie jest zarejestrowany we wszystkich krajach Europejskiego Obszaru Gospodarczego, na tych samych zasadach. Dotyczy to też kategorii dostępności (czy na receptę, czy bez recepty), więc skoro Komisja Europejska zgodziła się na sprzedawanie go bez recepty to i w Polsce musi być dostępny bez recepty. Na takie dictum „cywilizacji śmierci” ruszyli się przedstawiciele „cywilizacji życia” – tłuści kościelni hierarchowie, którzy nie mogą oficjalnie ciupciać, więc pigułka im niepotrzebna; prawicowe oszołomy, korzystające z okazji, żeby zabłysnąć w mediach swoją ignorancją i o zgrozo – Naczelna Rada Aptekarska, która martwi się o zdrowie Polek. Zabawne, że aptekarze martwią się o tabletkę hormonalną, bo taka szkodliwa dla zdrowia, a nie przeszkadza im, że na stacjach benzynowych i w supermarketach sprzedaje się bez żadnej kontroli, jak cukierki – paracetamol, ibuprofen i inne leki, jeszcze bardziej szkodliwe dla ludzkiego zdrowia niż te hormony.

Informacja publiczna Europejskiej Agencji Leków o produkcie ellaOne

Drugą szokującą informację o kroczu wygenerował sam papież, który chlapnął, że bycie dobrym katolikiem nie oznacza, że trzeba narobić dziesiątkę bachorów, których nie ma potem za co wyżywić i pozwala się, żeby tułały się po ulicach krajów rozwijających się. Trudno się z tym nie zgodzić, chociaż zabawne jest, że papież nie zachęca do bezsensownej prokreacji, a jednocześnie potępia stosowanie prezerwatyw. Pobożny katolik stanął przed istną kwadraturą koła – jak ciupciać bez kondoma, żeby nie zrobić dziecka? Pozostaje chyba rękodzieło, fellatio albo seks analny – same grzechy. Co robić? Jak żyć, panie papieżu? Na szczęście mamy w kraju swojskich muftich – Terlikowskich, Ziemkiewiczów et consortes, którzy przedstawili odpowiednie komentarze do słów Największego Pasterza. Terlikowski powiedział, że mu przykro, bo sam narobił dzieci jak królik, a teraz papież się z niego śmieje. Ziemkiewicz powiedział, że papież to idiota, a duchowieństwo milcząco to zaaprobowało. I wszyscy odetchnęli z ulgą – polski katolicyzm znalazł furtkę w dogmacie o nieomylności papieża.

Grochówka à la Szczurek cum grano carbo

Ministerstwo Finansów opublikowało wytyczne, według których mogą być przygotowywane posiłki w barach mlecznych, aby mogły one być dotowane przez Państwo. Według Ministra Szczurka woda nie jest potrzebna do ugotowania zupy, a jedyne dopuszczalne przyprawy to sól i pieprz. Słusznie. Po co biedocie majeranek albo ziele angielskie? Do takich fanaberii biedna RP dopłacać nie będzie. I tak nie jest źle. Gdyby Ministrem Finansów był cygan to kazałby gotować zupę na gwoździu. Fakt, byłaby wtedy ostra, ale nie wiem jak wyglądałaby sprawa dopłaty do produktów metalowych. Parafrazując Organka można by zaśpiewać „Głupi kraj, głupi jego rząd”. Ale premier Kopacz stanęła za to na wysokości zadania. Najpierw naciągnęła sobie skórę na twarzy tak, że ledwo jej się otwierają oczy (może żeby nie widzieć jaki syf panuje na SOR-ach czy na kolei) i wzięła się za deficytowych węglokopów. Chce być polską Thatcher i zredukować trochę pupilków Gierka, biorących deputaty, czternastki, Barbórki i inne bonusy za to, że produkują chyba najdroższy w Europie węgiel. Tak drogi, że bardziej się opłaca sprowadzać go z Alabamy (tak, sam widziałem w porcie w Świnoujściu). Jeśli jej się to uda, to zapunktuje u mnie. A jak jeszcze zlikwiduje KRUS i opodatkuje uczciwie rolników (marzenie ściętej głowy – PSL prędzej rozszarpie koalicję niż na to pozwoli) – to zrobię jej w domu kapliczkę shinto.

Fundamentaliści vs. fundamentaliści 12:0

Paru sfrustrowanych kozojebów, zwanych oficjalnie fundamentalistami islamskimi rozstrzelało rysowników i kilku pracowników francuskiego, lewackiego i skrajnie ateistycznego periodyku satyrycznego „Charlie Hebdo”, za kpiarskie rysunki dotyczące islamu. Z jednej strony mamy wolność słowa, a może nawet przegięcie słowa, czyli bezkarne wyszydzanie rzeczy, które dla wielu ludzi są święte. Z drugiej strony mamy prymitywnych fanatyków, bandytów mieniących się bojownikami Allacha. Z pewnością nawet najgorsza obelga nie może być powodem egzekucji tego, który lży. To podważenie zasad funkcjonowania świata zachodniego. Islam strzelił sobie dzisiaj w stopę i wcale mnie nie zdziwią akty nienawiści wobec muzułmanów. Może nadszedł czas, aby świat zachodni przejrzał na oczy i posłał do diabła arabskich nierobów, których głównym celem życiowym jest pasożytowanie na zasiłkach socjalnych, a także Saudyjczyków budujących meczety za petrodolary i wspierających pod stołem islamskich sekciarzy.
Natomiast pracownicy mediów też powinni się zastanowić nad granicami wolności słowa, którego często nadużywają. Skoro istnieją rozmaite kodeksy etyczne różnych zawodów, to dlaczego nie może powstać kodeks etyki dziennikarza? Ba! On nawet istnieje. Pytanie tylko – kto go przestrzega? Może nadszedł czas, aby do niego sięgnąć. Tysiące ludzi twierdzi dzisiaj, że też są „Charlie”. Ja nie jestem i nie chcę być, bo nie widzę różnicy między jadem złośliwej i głupiej krytyki a jadem nienawiści.