Miesięczne archiwum: Październik 2014

Tańcowały konowały…

Ucho przytkała mi woszczyna. Obrzydliwe, ale się zdarza. Zwłaszcza, że nałogowo stosuję patyczki do uszu. Umówiłem się na wizytę do pani laryngolog, w jednej z placówek sieci, która ma „światło” w nazwie. Pani laryngolog o wyglądzie i sposobie bycia średniowiecznej trucicielki (to już powinno mi dać do myślenia), wzięła wziernik, jakieś metalowe szydełko i spróbowała mi wyciągnąć zalegająca woszczynę. Przeraźliwy ból przeszył mi połowę głowy, dochodząc aż do szczęki. Pani laryngolog zarzuciła próbę, stwierdziła że nie da rady i że trzeba to rozmiękczyć olejem parafinowym, który mam sobie przez tydzień zakraplać i po tygodniu przyjść.
No i co miałem jej powiedzieć? Że mnie zbywa, bo jej się, kurwa, po prostu nie chce? Kilka lat temu inna laryngolog, starsza i jak widać mądrzejsza, wzięła strzykawkę z ciepłą wodą, wlała mi ją do ucha, odczekała chwilę, zabieg powtórzyła i wyjęła woszczynę. A ten pierdolony konował spróbował na siłę, prawie odrywając mi błonę bębenkową i stwierdził, że nie da rady, bo się nie chciało jej ruszyć dupy, wziąć strzykawki i zrobić to jak należy. Miałem jej powiedzieć jak to należy zrobić?
Po prostu ręce opadają. Zmarnowałem swój czas, lekarz mi nie pomógł, bo mu się nie chciało. Pozostaje mi tylko poszukać innego laryngologa, a od Lukrecji Borgii trzymać się z daleka, bo jeszcze przy następnej wizycie wbije mi to szydło do mózgu.
A co będzie jak dostanę zapalenia wyrostka robaczkowego? Pójdę do chirurga, a on mi powie, że muszę wrócić do domu, znieczulić sobie brzuch, zrobić nacięcie powłok brzusznych w okolicy kątnicy i dopiero z odsłoniętą otrzewną zgłosić się do niego, żeby dokończył usunięcie wyrostka?