Miesięczne archiwum: Marzec 2014

Krytyczna masa idiotyzmu

Zaczyna się. Wyległy na ulice na swoich składakach święte krowy pseudoekologicznego lewactwa – rowerzyści. I zaraz organizują „masę krytyczną”, czyli przejazd w żółwim tempie setek zakompleksionych słoików przez centrum miasta w godzinach popołudniowego szczytu. Dziwię się, że bufetowa pozwoliła na taką błazenadę. Ja bym pozwolił, ale dopiero około 20:00, a nie o 18:00. Dzięki temu pomysłowi tysiące ludzi nie dojadą na czas tam gdzie chcieli, albo nie wyjadą z miasta o godzinie, o której planowali, czyli… słoiki słoikom zgotowały taki los…

Zbiór liter oddziałujący na mózg

Bardzo mnie bawi ostatnio reklama firmy windykacyjnej „Kruk”. Przedstawia się ona jako firma oferująca „łatwiejsze spłaty zobowiązań”. Bełkot mający na celu zamaskowanie prawdziwego oblicza firmy. Niebawem wojsko zacznie być nazywane „państwową służbą do spraw zapobiegania zewnętrznemu dyskomfortowi militarnemu”, a eksmisja „rozwiązaniem dysproporcji osobowo-lokalowej”.

Kiedy Rosja upomni się o Kalifornię?

Rosja postanowiła zrobić remanent swoich dawnych włości. Odkurzyła Krym, ale chyba zapomniała o… Kalifornii.
Otóż w 1812 roku Rosjanie, w ramach kolonizacji północnego Pacyfiku, założyli w Kalifornii kolonię – Fort Ross, która miała za zadanie skupować skóry zwierząt oraz zaopatrywać w żywność rosyjskie faktorie na Alasce (która wtedy należała do Rosji).
Interes szedł średnio, poza tym zaangażowanie w wojny w Europie spowodowało, że Rosjanie dali sobie spokój z kolonizacją Pacyfiku (a niewiele brakowało, żeby założyli osadę nawet na Hawajach). W związku z tym w roku 1841 sprzedali Fort Ross Amerykaninowi Sutterowi za około 30.000 dolarów. I tu robi się problem, ponieważ rosyjscy historycy twierdzą, że Sutter nigdy nie zapłacił Rosji całej kwoty, więc transakcja nie doszła do skutku. Oczywiście amerykańscy historycy twierdzą, że zostało wszystko zapłacone, ale kwas pozostał.
Wiadomo, że Rosja wszelkie wątpliwości rozstrzyga na swoją korzyścć więc niech USA uważa, żeby Putin nie upomniał się o Fort Ross…

Fale grawitacyjne

Cały internet trąbi o odkryciu fal grawitacyjnych. Wielkie mecyje! Co to za problem wykryć fale grawitacyjne? Wystarczy pół litra wódki na głowę i każdy może odczuć działanie tych fal. A tu budują jakieś teleskopy, lasery, ślęczą nad nimi latami, zamiast iść do monopolowego… Ale głupi ci uczeni… Ale Nobel będzie, jeśli to się potwierdzi.

Wieje grozą od strony Glaxo…

Główny Inspektor Farmaceutyczny wydał decyzję o wycofaniu z obrotu Rutinoscorbinu. Na wniosek producenta, który napisał, że producent jednego ze składników (czyli zapewne Chiny albo Indie, bo tam się produkuje większość substancji czynnych dla leków generycznych) nie dotrzymał standardów produkcyjnych, czyli po prostu doszło do jakiegoś niedbalstwa bądź niechlujstwa przy produkcji (np. źle umyto reaktor chemiczny, albo nie umyto ścian na hali produkcyjnej, albo chiński kot wpadł do kadzi z rutozydem; kota umyto, ale kadzi nie) i producent Rutinoscorbinu na wszelki wypadek woli wycofać lek z obrotu. W sumie – nic nadzwyczajnego. Takie rzeczy się zdarzają i będą zdarzać.
A tymczasem w mediach zapanował jakiś amok. Największe serwisy informacyjne podają wiadomość o wycofaniu, jakby co najmniej w tych tabletkach znajdował się cyjanek potasu. No i jeszcze ten „rygor natychmiastowej wykonalności” decyzji. Nota bene jest to standardowa formuła dodawana do decyzji o wycofaniu leku, ale ta fraza działa podniecająco na wyobraźnię pismaków i tępej gawiedzi.
A te komentarze w internecie pod newsami! Widać po nich, jak prymitywne i bezdennie głupie jest polskie społeczeństwo. O niczym nie ma pojęcia, a jednocześnie wszystko wie najlepiej.
Można się dowiedzieć, że to jest draństwo (tylko nie wiem co) i że nikt za to nie odpowie, że to spisek mający na celu spowodować awitaminozę i wymarcie szlachetnej rasy Lachów, że być może lek zawierał rakotwórczy aspartam, że to świadczy o bezradności polskiego prawa, że ktoś z rządu położył na tym łapę (ale na czym?) i stek innych idiotyzmów.
Może by jednak dobrze zrobiło dla polskiej populacji i narodowego IQ, gdyby wypuszczono na rynek kilkadziesiąt tysięcy opakowań Rutinoscorbinu zawierających jednak cyjanek?

Torsy powodujące torsje?

W trójmiejskim nocnym klubie w męskiej toalecie nad pisuarami są realistyczne rzeźby nagich korpusów kobiecych. Ładne i apetyczne. Ale feministki są oburzone, bo to uprzedmiotowienie (trudny wyraz, prościej będzie – reifikacja) kobiety. A co robiły feministki w męskiej ubikacji?
A tak na serio – zawsze jak czytam o tego typu „oburzeniach” zastanawiam się – po co kobiety się malują, robią manikiury, pedikiury, farbują włosy, zakładają fajne ciuchy i tak dalej… No, po co? Przecież wiadomo po co. To zabawne – takie niby nieistniejące tabu społeczne (niczym Rosjanie na Krymie – nikt ich nie widział, a są!), o którym nikt nie mówi. A to proste – bo chcą się podobać samcom. A po co? No, przecież wiadomo po co… A jak o to zapytać, to oczywiście gwałtownie i stanowczo zaprzeczą. I to jest w tym wszystkim najzabawniejsze…
I jeszcze jedno – oburzają je gołe korpusy kobiet, a nie oburza podziurawiona włócznią i gwoździami, ociekająca krwią od kolców powbijanych w całą głowę, figura Chrystusa. Ciekawostka…

Jeśli dzisiaj jest czwartek, to zginął od kanistra…

Od kilku dni w mediach przewija się wiadomość o antyrządowych zamieszkach w Turcji. Są one rezultatem śmierci nastolatka, który rok temu został raniony przez policjanta i był w śpiączce. W końcu umarł i z tego powodu są zamieszki. Smutne. Ale i intrygujące. Według dziennikarzy, chłopiec umarł bo: został trafiony granatem gazowym (wtorek), został uderzony przez policjanta (środa), został uderzony kanistrem z benzyną (czwartek). Boję się, od czego zginie w piątek, a już moja wyobraźnia nie śmie sięgać do niedzieli.
Tak to jest z dziennikarską rzeczywistością…

Tonący Otylii się chwyta

Podobno Otylia Jędrzejczak ma kandydować do Parlamentu Europejskiego z ramienia Platformy Obywatelskiej. Po praktycznie bezkarnym zabiciu brata (9 miesięcy ograniczenia wolności i rok zakazu kierowania samochodem to żadna kara) i zakończeniu kariery pływaczki (ostatni znaczący sukces to mistrzostwo europy w 2007, a więc dawno temu), postanowiła wziąć się za politykę. Jeśli będzie takim europosłem jak kierowcą to można oczekiwać ciekawych dyrektyw i rozporządzeń… Jak widać, politykiem może zostać każdy. Im prostszy tym lepszy, a Otylia raczej nie grzeszy tężyzną umysłową (rzadko fizyczna idzie w parze z umysłową) – w każdym razie w telewizorze na taką wygląda, więc jest kandydatką idealną. Słynna, po przejściach, dobrze pływa, więc nie utonie. Ale grunt, że 13.000 euro netto miesięcznie wpadnie do kieszeni (plus zwrot kosztów podróży do kraju i z powrotem), o prawie 19.000 euro miesięcznie na utrzymanie asystentów nie wspominając.
Platforma Obywatelska, robiąca bokami i idąca na dno, stawia na celebrytów, a nie na fachowców. Ciekawe, kogo jeszcze wystawią do Europarlamentu? Szymona Majewskiego, Donatana i Cleo?
Dno. Tym razem – basenowe dno.