Miesięczne archiwum: Luty 2014

Koncert Kitaro

Wczoraj odbył się w Sali Kongresowej koncert Kitaro z towarzyszeniem Polskiej Orkiestry Radiowej. Oficjalnie koncert był związany z promocja nowej płyty Kitaro – Final Call. Nieoficjalnie był to wspaniały koncert, złożony w głównej mierze z jego najbardziej znanych utworów. Pierwsza część to swego rodzaju interludium – na scenie tylko Kitaro wraz z jedną członkinią swojego zespołu (niestety, nie mogę znaleźć nigdzie informacji o niej). Niezła solówka mistrza na flecie prostym, a następnie kilka kawałków z „Silk Road” okraszonych slajdami z serialu o Jedwabnym Szlaku (jak mniemam). Potem kilkoma starannie odmierzonymi uderzeniami w gong Kitaro „przyzwał” na scenę resztę swojego zespołu, zasiadła Polska Orkiestra Radiowa no i się zaczęło. Utwory dynamiczne przeplatane spokojnymi, na granicy zaśnięcia. I tym razem już bez wyświetlania slajdów, któe wcale nie były potrzebne. Z przyjemnością się patrzyło na człowieka, który tak potrafi zatracić się w muzyce i widzieć, że kocha to co robi. Były utwory z płyt „Oasis”, „Kojiki”, „Tenku” i pewnie z jeszcze kilku, których nawet nie znam lub nie pamiętam. Ogólnie – fantastyczny koncert. Prawie dwie godziny wspaniałej, oczyszczającej muzyki. Kto nie był, niech żałuje.

Ukraina

Smutne i przerażające jest to, jak cywilizowany kraj szybko pogrąża się w anarchii. Wydaje się nam, że jeśli na ulicach są McDonalds’y, hipermarkety, telefonia komórkowa czy salony samochodowe albo sklepy Apple, to niemożliwa jest wojna, śmierć i zniszczenie. Jakby te wytwory konsumpcjonizmu i techniki miały moc odegnania nagłej śmierci od kuli, stosów płonących opon i zniszczonego miasta. Jak widać, nasza dostatnia sytość i beztroska są bardzo kruche. Dotyczy to wprawdzie Ukrainy, ale to kraj taki sam jak Polska – przynajmniej pod względem zaawansowania cywilizacyjnego. To nie są jacyś dzicy, biegający z dzidami, z wymalowanymi twarzami. To ludzie tacy sami jak my. Pracujący, mający laptopy, komórki, rodziny i stadiony na który dwa lata temu oglądali Euro 2012..
Co z Ukrainą? Początkowo irytował mnie ten błazeński Euromajdan i eksponowanie się na nim nacjonalistycznych ugrupowań, za którymi Polacy instynktownie nie przepadają, mając w pamięci chmielnicczyznę czy Wołyń.
Teraz, kiedy jest już ponad 100 trupów i kilkuset rannych, to już nie jest błazenada. Nie widać dobrego rozwiązania. Albo będzie powtórka z Placu Niebiańskiego Spokoju albo… co? Przecież Janukowycz nie usiądzie do stołu z opozycją, bo nie ma opozycji. To znaczy jest, ale walczący w Kijowie mają ją w dupie, a Janukowycza chętnie wbiliby na pal. Nie ma zorganizowanej i jednolitej opozycji.
Syta Unia Europejska nie zamierza ginąć za Euromajdan i niemrawo wprowadzają sankcje, a Rosjanie grzmią o niewtrącaniu się w wewnętrzne sprawy Ukrainy, a sami prawdopodobnie po cichu podsyłają „instruktorów” ze swoich służb specjalnych, aby te pomagały milicji i Berkutowi. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby rzeczywiście doszło do rozpadu tego kraju. Tylko co dalej? Zachodnia Ukraina do Europy, Krym jako „niezależna” republika na kształt mołdawskiego Naddniestrza (czyli na sznurku Rosji) i Wschodnia Ukraina zależna od Rosji, jak Białoruś – z prezydentem błaznem, jedzącym Rosji z ręki? Na razie to co się dzieje na Ukrainie – Rosji jest na rękę. Co gorsza – to co po tym nastąpi, bez względu na rezultat, też będzie po myśli Rosji. Unia Europejska jest już przegrana. Nic nie wymyśli, bo jest za słaba. Kupować już mąkę i cukier? Może srebro? Albo euro?

Kasa od żywych na muzeum trupów

Po bezczelnej rządowej kradzieży połowy moich pieniędzy z OFE, zacznie się teraz wielka feta rozdawnictwa przedwyborczego. Oto już są pierwsze jaskółki – muzeum poświęcone jakimś martwym kapłanom w Świątyni Opaczności dostało dotację od ministra kultury – 6 mln złotych. Beznadziejne państwo Polskie (oby padło pod rozbiorami, bo tak żałośnie głupie państwo nie zasługuje na samodzielny byt) dotuje tego przeklętego przez boga i ludzi molocha (gdyby tak nie było, to już dawno by się wybudował), do którego, mam nadzieję, nikt nie będzie chodził się modlić, jak go już skończą.