Archiwa kategorii: Nauka i technika

Ha! Ha! Co za miasto!

Na świecie są tylko dwie miejscowości, mające wykrzyknik w nazwie:
kanadyjskie Saint-Louis-du-Ha! Ha! i brytyjskie Westward ho!
W przypadku Kanady, wyraz „haha” oznaczał w dawnym francuskim „niespodziewaną przeszkodę na drodze”.

Ciągnąc wątek dziwnych słów – najdłuższym polskim wyrazem jest pięćdziesięciogroszówka – 23 litery. Oczywiście, są wyrazy techniczne, specjalistyczne, mające więcej liter – na przykład nazwy związków organicznych (np. cyklopentanoperhydrofenantren – 29 liter). Najdłuższa nazwa chemiczna jest podobno nazwa białka tytyny – około 19.000 liter czy jakoś tak.

W języku angielskim najdłuższym wyrazem jest Taumatawhakatangihangakoauauotamateapokaiwhenuakitanatahu – szczyt w Nowej Zelandii (nazwa pochodzi z maoryskiego, ale kraj anglojęzyczny).

I tak nic nie przebije szalonych rodziców ze Szwecji, którzy chcieli swojemu dziecku dać na imię
Brfxxccxxmnpcccclllmmnprxvclmnckssqlbb11116. Szczęśliwie sąd się nie zgodził.
Najdłuższym polskim imieniem jest prawdopodobnie Wirzchosława – 13 liter. Do weryfikacji. A męskim? Prawdopodobnie Przemyślibor – obchodzący imieniny 9 marca

Autyzm dzięki autom?

Poważni naukowcy z poważnego instytutu przeprowadzili badania, z których wynika, że u młodych osobników narażonych na zanieczyszczone powietrze, częściej dochodzi do wystąpienia autyzmu lub schizofrenii. Robili badanie na myszach, ale według obserwacji, z ludźmi jest podobnie.
Sądzę, że coś w tym jest. Autyzm staje się plagą. WHO trąbi na alarm, a przyczyny masowości tego zjawiska są nieznane.
Być może nadchodzi kres naszego gatunku.
Nie wykończy nas asteroida, superwulkan ani błysk gamma. Wykończą nas choroby psychiczne i degeneracja umysłowa.
Zabawne, że już w historii to przerabialiśmy. Imperium Rzymskie ze swoimi akweduktami wykładanymi ołowianą blachą oraz kosmetykami na bazie związków ołowiu też zawaliło się między innymi pod szaleństwem swoich władców.

Pan od chemii

W poniedziałek (2 czerwca) zmarł amerykański farmakolog Alexander Schulgin. Znany jako twórca dwóch książek o substancjach psychoaktywnych „PiKHAL” i „TikHAL”. Dziwne akronimy pochodzą od ich pełnych tytułów:
PiHKAL – Phenethylamines I Have Known And Loved: A Chemical Story Of Love (Fenetylaminy, które poznałem i pokochałem: Chemiczna historia miłości),
TiHKAL – Tryptamines I Have Known And Loved: The Continuation. (Tryptaminy, które poznałem i pokochałem: Kontynuacja).
Opisywał w nich swoje eksperymenty z syntezą i konsumpcją kilkuset otrzymanych substancji psychoaktywnych – pochodnych fenyloetyloaminy i tryptaminy. Był postacią nieomal kultową dla konsumentów psychotropów, a jego książki krążyły w internetowym drugim obiegu.
Jak widać, eksperymenty z „mózgotrzepami” wyszły mu na zdrowie, bo zmarł w wieku 89 lat.

Smutna prawda o resuscytacji

Tyle razy oglądana w filmach reanimacja. Zwłaszcza ta przeprowadzana na ulicy, bez ratowników. Po chwili chory zaczyna się krztusić, kasłać i ożywa, a czasami nawet podnosi się, otrzepuje i akcja filmu toczy się dalej.
Niestety, rzeczywistość jest mniej optymistyczna.
Według danych AHA (American Heart Association):
– jeśli reanimację rozpocznie się w ciągu 5 minut od utraty przytomności, szansa na przeżycie wynosi 37%, ale pod warunkiem, że defibrylację wykona się nie później niż w ciągu 10 minut od utraty przytomności; jeśli nie wykona się defibrylacji w ciągu 10 minut, szanse na przeżycie spadają do 7%;
– jeśli reanimację wykona się po 5 minutach od utraty przytomności lub później, szanse na przeżycie maleją do 20% o ile wykona się w ciągu 10 minut defibrylację; bez defibrylacji szanse na przeżycie wynoszą 0% (zero).
Co rozumiemy przez przeżycie? Przeżycie to wypisanie ze szpitala. Oznacza to, że dowiezienie „żywego” pacjenta po reanimacji do szpitala nie oznacza jeszcze, że wyjdzie z niego na własnych nogach. O zaburzeniach neurologicznych pacjentów, którym jednak udało się opuścić szpital, nie będę już wspominał.
Wobec tego, czy warto podejmować reanimację? Oczywiście, że tak. Zawsze może okazać się, że pacjent będzie miał szczęście i znajdzie się w tych 7-37 procentach.

Być może poniższy schemat będzie pomocny.

CRP

Bardzo mały słownik delfińsko-ludzki

Według „Rzepy”, w ośrodku badawczym na Florydzie udało się porozmawiać z delfinem. Dzięki super-urządzeniu, które tłumaczy delfinie skrzeki na mowę ludzką i ludzki bełkot na mowę delfinią, nurek przeprowadził rozmowę z delfinem:
– Wodorost – powiedział delfin
– Łał! – powiedział nurek
No, i tyle sobie pogadali.
Albo to było jakieś wysublimowane delfinie haiku, którego głupi amerykański nurek nie był w stanie zrozumieć, albo delfiny faktycznie są beztroskimi ultradźwiękowymi kretynami, ale wtedy powinny doskonale się dogadywać z Amerykanami. Coś tu jest nie tak.
Następna rozmowa będzie:
– Fiu, fiu, fiu – zaświergocze delfin
– Fiu, fiu, fiu – przetłumaczy superkomputer.
– Ho ho ho – powie nurek
– Pierdol się – przetłumaczy superkomputer i delfin przegryzie nurkowi butlę z tlenem…

A teraz na poważnie – kilka ciekawostek a propos delfinów.
– Charakterystyczna poduszeczka nad pyskiem delfina nazywa się melon i jest wypełniona tłuszczem. jej funkcją jest skupianie wiązki ultradźwięków, które wysyła delfin. Wibracje, które powstają w jamach leżących za melonem (odpowiedniki naszej jamy nosowej) są przesyłane do melonu i przez niego wzmacniane i emitowane.
– Delfiny emitują 32 rodzaje dźwięków o częstotliwości od 50 do 200.000 Hz (człowiek słyszy w zakresie 20 – 20.000 Hz).
– Każdy z delfinów ma swoje imię, nadawane mu przez inne delfiny zaraz po urodzeniu. Gdy któryś z delfinów umiera, inne przestają naśladować dźwięk odpowiadający jego imieniu (czyli po prostu przestają używać jego imienia).
– Dlaczego delfiny i inne morskie ssaki wykształciły komunikację dźwiękową a nie wzrokową czy węchową? Ponieważ woda, w której spędzają całe życie, silnie absorbuje światło, więc nie nadaje się do przenoszenia sygnałów wizualnych. Podobnie węch – zapachy w wodzie rozchodzą się wolniej niż w powietrzu. Więc pozostał dźwięk, który lepiej i szybciej przenosi się w wodzie niż w powietrzu.

Kiedy Rosja upomni się o Kalifornię?

Rosja postanowiła zrobić remanent swoich dawnych włości. Odkurzyła Krym, ale chyba zapomniała o… Kalifornii.
Otóż w 1812 roku Rosjanie, w ramach kolonizacji północnego Pacyfiku, założyli w Kalifornii kolonię – Fort Ross, która miała za zadanie skupować skóry zwierząt oraz zaopatrywać w żywność rosyjskie faktorie na Alasce (która wtedy należała do Rosji).
Interes szedł średnio, poza tym zaangażowanie w wojny w Europie spowodowało, że Rosjanie dali sobie spokój z kolonizacją Pacyfiku (a niewiele brakowało, żeby założyli osadę nawet na Hawajach). W związku z tym w roku 1841 sprzedali Fort Ross Amerykaninowi Sutterowi za około 30.000 dolarów. I tu robi się problem, ponieważ rosyjscy historycy twierdzą, że Sutter nigdy nie zapłacił Rosji całej kwoty, więc transakcja nie doszła do skutku. Oczywiście amerykańscy historycy twierdzą, że zostało wszystko zapłacone, ale kwas pozostał.
Wiadomo, że Rosja wszelkie wątpliwości rozstrzyga na swoją korzyścć więc niech USA uważa, żeby Putin nie upomniał się o Fort Ross…

Fale grawitacyjne

Cały internet trąbi o odkryciu fal grawitacyjnych. Wielkie mecyje! Co to za problem wykryć fale grawitacyjne? Wystarczy pół litra wódki na głowę i każdy może odczuć działanie tych fal. A tu budują jakieś teleskopy, lasery, ślęczą nad nimi latami, zamiast iść do monopolowego… Ale głupi ci uczeni… Ale Nobel będzie, jeśli to się potwierdzi.

200 milionów ton stali

Dzisiaj w radio podano, że na świecie jest nadprodukcja stali i obecnie jej nadwyżka wynosi 200 mln ton. Zaciekawiło mnie, ile to jest stali, bo takie pojęcie jak „200 mln ton” zupełnie do mnie nie przemawia.
Centymetr sześcienny stali waży około 7,86 grama. Oznacza to, że litr stali waży 7,86 kg. Sporo, ale nie jest to rekord wśród metali i ich stopów (aczkolwiek stal to stop metalu i niemetalu). Litr ołowiu waży 11,3 kg, rtęci (najcięższej cieczy) – 13,5 kg, uranu – 19,0 kg, złota – 19,3 kg (tak, tak – złoto jest prawie dwa razy cięższe cięższe od ołowiu!), platyny – 21 kg, a osmu – 22,6 kg.
Łatwo więc wyliczyć, że 200 milionów ton stali da nam sześcian o boku 294 metrów.
Z takiej ilości stali można by zbudować ponad 2600 wieżowców takich jak słynny chicagowski Willis Tower (dawniej Sears Tower) o wysokości 442 metrów.
Poniżej rysunek porównujący rozmiary Piramidy Cheopsa, Wieży Eiffla, Willis (Sears) Tower i bloku 200 mln ton stali.

steel

Teraz widać, ile to 200 mln ton stali.

Wpisz się do KRÓLA OZYRYSA

Pod tym odnośnikiem można wpisać swoje imię i nazwisko do sondy OSIRIS-Rex, która poleci na asteroidę Bennu.
Bennu (nazwa pochodzi od egipskiego bóstwa), odkryta w 1999 roku, to półkilometrowa asteroida, należąca do tzw. grupy Apolla, czyli asteroid krążących blisko Ziemi i przecinających jej orbitę, a także orbitę Wenus, a nawet Merkurego.
Bennu jest w czołówce listy potencjalnie niebezpiecznych asteroid (PHA), czyli takich, które w bliżej nieokreślonym czasie mogą zderzyć się z Ziemią, ponieważ przecinają jej orbitę (Bennu obiega Słońce w czasie 436 dni). Obecnie znamy około 1400 niebezpiecznych asteroid. Badanie tej asteroidy jest ważne, aby dowiedzieć się w jaki sposób można się przed nimi obronić.
Statystycznie asteroida rozmiarów Bennu uderza w Ziemię raz na 130.000 lat.
Ponieważ Bennu w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat będzie kilka razy blisko Ziemi, zdecydowano, że w 2016 NASA wyśle sondę OSIRIS-Rex, która zbliży się do na Bennu, ale nie wyląduje na nim i pobierze kilkaset gramów gruntu, po czym wróci w 2023 roku na Ziemię.
Wtedy też wrócą na Ziemię dane osób, które wpisały się do modułu pamięci, zamieszczonego na sondzie.
Misja OSIRIS-Rex realizowana jest w ramach programu New Frontiers, polegającego na badaniu Układu Słonecznego przy pomocy bezzałogowych i relatywnie tanich misji.